Na własny rachunek
Koniec roku starego i początek nowego, to czas nie tylko podsumowań, ale i nowych wyborów. Inwestorzy, którzy stary rok powinni zaliczyć do udanych zdają sobie sprawę, że fundusze nie odrobiły jeszcze strat z lat objętych kryzysem. Wprawdzie fundusze wiele zarobiły – jedne więcej inne mniej – ale straty nadal istnieją. Dlatego nie ma powodów do zachłystywania się sukcesem. Tym bardziej, że nowy rok nie ma być już tak dobry jak rok ubiegły. Wprawdzie analitycy finansowi przepowiadają dalsze wzrosty, ale nie na takim już poziomie jak w w2009 roku. Dlatego wielu inwestorów zastanawia się czy zaryzykować i postawić na fundusze akcji, czy zainwestować raczej bezpieczniej. Nikt tak naprawdę nie potrafi przewwidzieć na co najlepiej postawić. Z pewnością w podjęciu decyzji pomogą inwestorom rankingi funduszy, kalkulator funduszy, analizy i porównania. Ale wiadomo jak to jest z tego rodzaju typowaniem. To pierwsza sprawa. Druga to od lat nawarstwiający się problem inwestowania, współpracy z TFI. Coraz więcej inwestorów zaczyna głośno mówić o zarządzających funduszami, jako o osobach, dla którychn liczy się tylko ich zysk. – Po co mam nabijać kabzę panom w krawacikach, którzy najbardziej interesują się swoimi osiągnięciami finansowymi. Dlaczego mają robić karierę za moje pieniądze, a ja mam nie mieć na to wpływu? – denerwują się inwestorzy. Takie coraz częściej słyszy się oponie inwestorów. Czy zatem można dziwić się, że wielu wycofuje się z interesu i sami przejmują swoje biznesowe sprawy we własne ręce.
- Zdaję sobie sprawę z ryzyka, ale jest to moje ryzyko i moje pieniądze. Wiem, że n ie wystarczy ranking, czy kalkulator funduszy, ale mam na tyle wiedzę o inwestowaniu, ze nie muszę posiłkować się prowizjami akwizytorów. A nie są to male kwoty. Na przykład otwarte fundusze emerytalne oficjalnie wydały na prowizje akwizytorów prawie 500 milionów złotych /wyliczenia gazety wyborczej/ i wydatki dla tych panów rosną wprost lawinowo. W TFI są to z pewnością o wiele większe kwoty, dlatego szlag mnie trafia, jak widzę jaką kasę czeszą ci panowie. Zresztą nie od dziś wiadomo, że w Polsce płaci się najwięcej za zarządzanie funduszami. Dlatego mówię dziękuję i zaczynam działać na własna rękę i na własny rachunek – denerwuje się jeden z inwestorów.
Podobnego zdania jest wielu innych inwestorów, bowiem posiłkując się informacjami gazety wyborczej dotyczącej akwizytorów ofe, a więc funduszy, o których jest ostatnio wyjątkowo głośno, można tylko domyślać się jaką kasę robią w TFI. Aby kwoty nie rzucały się zbytnio w oczy i nie kłuły w nie, najczęściej nie są księgowane jako jednorazowe wypłaty, a rozkładane są w czasie. Dzięki takiej polityce na papierze wszystko jest ok, ale akwizytorzy i tak prowizje dostają od razu do ręki. Podobna sytuacja jest w TFI z tym, że tam może mniej owija się interesy w bawełnę i dlatego inwestorzy – przynajmniej niektórzy – zaczynają działać na własna rękę.