Systematyczne okradanie
Nie da się ukryć, że rynek ubezpieczeń jest dla nas klientów mało przejrzysty i mało też jest prawdopodobne, aby ktoś rozwiał tę mgłę niejasnych dla klienta przepisów, ich interpretacji oraz postanowień wewnętrznych. Wiele firm, wiele zróżnicowanych ofert, wiele jeszcze bardziej zróżnicowanych stawek i wiele, bardzo wiele niejasności. Ale ubezpieczenie trzeba wykupić – przynajmniej obowiązkowe, bądź konieczne w niektórych sytuacjach życiowych. Dlatego sięgamy po nasze oszczędności i ubezpieczamy się, nasz dobytek, nasze zdrowie. I bierzemy aktywny udział w odkładaniu pieniędzy na swoje przyszłe świadczenia emerytalne. Jest to tak zwane mniej lub bardziej systematyczne oszczędzanie na nasze emerytury. Zapewne wielu z nas jeszcze pamięta, że w czasach peerelu jedynym słusznym funduszem emerytalnym był Zakład Ubezpieczeń Społecznych i systematyczne oszczędzanie na emerytury odbywało się tylko w ramach ZUS. ZUS, który obiecywał emerytom złotą jesień ich życia. Tymczasem z tego zusowskiego hasła pozostała tylko szara jesień – złoto gdzieś po drodze peerelowskiej rzeczywistości wyparowało, a wraz z nim ulotniły się gdzieś też i pieniądze, które przez całe swoje życie dzisiejsi emeryci w zusie odkładali. Nic więc dziwnego, że systematyczne oszczędzanie przez 40 lat uczciwej pracy nie wystarcza teraz nawet na przeżycie do następnego miesiąca.
- Rzeczywiście, gdzieś te nasze pieniądze po drodze wyparowały i teraz nie tylko otrzymujemy głodowe racje emerytalne, ale panuje zgodne przekonanie, że zdrowe pracujące społeczeństwo musi łożyć na emerytów-nierobów. Jest nam niezwykle przykro, kiedy słyszymy podobne opinie. Nie mogę już dłużej słuchać takich idiotycznych wynurzeń. Można śmiać się z komisarzy brukselskich oraz ich idiotyzmów, które wysmarowali w swym raporcie, ale nie do śmiechu mi jest, kiedy brakuje na opłacenie rachunków, lekarzy oraz zakup podstawowych leków oraz gdy słyszę opinie, że emeryci są wrzodem na zdrowym organizmie społeczeństwa pracującego. Powiem tak, obecne świadczenia emerytalne są za małe, aby godnie żyć, ale za duże też, aby z godnością umrzeć. Moja emerytura po 40 latach pracy wynosi 750 zł, czy za takie pieniądze można wyjechać na Kanary? – śmieje się jeden z emerytów.
Wiele prawdy jest w tym o czym mówi ten emeryt – gorzkiej prawdy. Kolejne rządy nie zrobiły nic, aby usprawnić od dawna chory system emerytalny. Jeżeli nawet się już zabierały za majstrowanie przy nim, to najczęściej jeszcze bardziej psuły ten i tak wadliwie już funkcjonujący mechanizm. Rząd premiera Tuska również próbuje majstrować przy nim i pomysłów miał co niemiara. Z jakiem skutkiem? A no uciął składkę spływająca na otwarte fundusze emerytalne z 7,3% do 2,3% i to ma być rządowa naprawa systemu emerytalnego. Fachowcy twierdzą, że jeżeli nic się nie zmieni to emerytura po 40 latach pracy będzie o wiele mniejsza niż tą która pobierają teraźniejsi emeryci.